"Idźcie zatem i czyńcie uczniami
wszystkie narody (...)"
(Mateusza 28,19)
nawigacja ::] > Biblioteka > Josh McDowell > Bracze, dawacze... > Rozdział 5
Menu główne
Strona główna
Krok 0
O Kursie Jana
 1. Kurs "Boża miłość"
 2. Kurs "Spotkania"
 3. Kurs "Pomysły na życie"
 4. Kurs Zwycięstwa
 5. Kurs Wzrostu
 6. Kurs Poznania
Nagrody

Biblioteka
Nauczyciele KSB
O KSB
Sonda
Statystyki


Rozdział 5

Co jest najważniejszym organem seksualnym?

Kiedykolwiek mówię o chrześcijańskich poglądach na sprawy miłości i seksu, zwykle podchodzi do mnie kilku studentów, którzy mówią: "Zaraz, zaraz, przecież stosunek płciowy jest tylko czynnością fizyczną. Niczym się nie różni od wypicia szklanki wody". No więc pozwólcie mi powiedzieć, że różnica jest, i to duża. Seks przygodny, czy w trwałym związku, zawsze angażuje całą naszą osobowość, wszystko to, czym jesteśmy. Seks nie jest jedynie czynnością fizyczną. Jak już wcześniej powiedziałem, z aspektem fizycznym seksu prawie nigdy nie ma problemów. Wszelkie niedociągnięcia zwykle mają swoje źródło w umyśle. To twój umysł jest najważniejszym narządem seksualnym! Mam nadzieję, że przyswoiliście już sobie, iż seks został stworzony przez Boga jako sposób na czerpanie radości i wyrażanie idealnej jedności między mężczyzną i kobietą, którzy są połączeni nierozerwalną więzią. Mam nadzieję, że zaczynacie rozumieć, iż przypadkowy seks nie może nikogo całkowicie zadowolić lub zaspokoić. Jeśli nawet ktoś czerpie przyjemność z jednonocnych przygód lub też z serii dłuższych związków, to przyczyniają się one jedynie do zmniejszenia szansy na przeżycie intensywnej, satysfakcjonującej miłości. A jednak jest to dokładnym zaprzeczeniem tego, co bezustannie i dookoła nam się wpaja. Żyjemy pod ciągłą presją, zalewani informacjami opartymi na etyce i praktyce seksu, które nie dają pełnego i prawdziwego obrazu sytuacji. Kiedy Kinsey w latach czterdziestych przeprowadzał ankiety, dotyczące życia seksualnego kobiet, odkrył, że połowa do dwóch trzecich mężatek miewała regularne lub częste orgazmy. Trzydzieści lat później badania wykazały, że trzy czwarte Amerykanek "zawsze lub prawie zawsze" przeżywa orgazm podczas stosunku. Liczba kobiet osiągających fizyczne zaspokojenie znacznie wzrosła. Biorąc to pod uwagę, Jody Gaylin Heyward w majowym numerze "Ladies Home Journal" z 1978 roku pyta: "Dlaczego więc stałe zwiększające się rzesze kobiet zgłaszają się do poradni z problemami, dotyczącymi współżycia? I dlaczego jest tyle przypadków rozczarowanych i zawiedzionych kobiet w najróżniejszym wieku? Może dlatego, że satysfakcja seksualna jest związana z czymś więcej, niż tylko fizyczną przyjemnością. Może dlatego, że częstotliwość orgazmów nie jest miarą psychologicznego zaspokojenia".

Seks w trzech wymiarach

Jody miała rację. Zastanówmy się, dlaczego tak często się zdarza, że seks, nawet w małżeństwie, nie przynosi spełnienia. Dzieje się tak dlatego, że seks, taki, jakim stworzył go Bóg, wymaga połączenia na trzech poziomach, w trzech różnych wymiarach. Jeśli zabraknie jedności w którymś z tych wymiarów, wówczas związek jest osłabiony. Pierwszy wymiar jest oczywisty. Jest to wymiar fizyczny. To ten, w którym dwoje ludzi staje się jednym ciałem pod względem fizycznym. Podstawowy związek biologiczny. Drugi to wymiar intelektualny, w którym ty jako osoba, istota ze wszystkimi jej myślami, pragnieniami i uczuciami, łączysz się z drugą osobą. W trzecim wymiarze - duchowym - dwoje ludzi staje się jednością pod względem duchowym. Seks jest więc trójwymiarowy i jeśli brakuje połączenia w którymś z wymiarów, twój związek będzie zawsze niepełny i nie zaspokoi wszystkich twoich potrzeb. Większość z nas dorasta, nie zdając sobie sprawy z istnienia tych trzech istotnych wymiarów. Zaczynamy kochać z nastawieniem: Jeśli jestem dobry w seksie, jeśli naprawdę potrafię zadowolić partnera pod względem fizycznym, inne problemy są nieważne. Będziemy w stanie je pokon". Jest to jedno z największych kłamstw, które się obecnie propaguje. Dobre pożycie seksualne bardzo rzadko jest gwarantem dobrego związku. Ale wiem jedno: dobre małżeństwo jest gwarantem fantastycznego pożycia seksualnego, ponieważ dobre pożycie jest rezultatem dobrego związku, a nie jego przyczyną. A mimo to wielu ludzi męczy się, chcąc odnaleźć prawdziwą jedność tylko poprzez seks fizyczny.

Czy seks rozwiązuje problemy ?

Pozwólcie, że podam wam przykład sposobu myślenia niektórych mężczyzn. Gdy tylko pojawia się jakiś konflikt z kobietą, pierwszą rzeczą, którą robi mężczyzna, jest pójście z nią do łóżka. Dlaczego? Ponieważ myśli sobie: jeśli zadowolę ją fizycznie, problem, nieważne jaki, sam się rozwiąże. Zwykłe kobieta nie chce, żeby mężczyzna ją dotykał, póki sporna kwestia nie zostanie omówiona. Seks to ostatnia rzecz, której w tym momencie pragnie. To jednak nie powstrzymuje wielu mężczyzn i zaczynają naciskać kobietę, dopóki się nie podda. Rezultat jest taki, że rozwija się w niej negatywne podejście do seksu. Dlatego podkreślam fakt, że jeśli nie będziecie dbać o jedność w wymiarze intelektualnym i duchowym, wówczas będziecie okradać siebie i swoich partnerów w wymiarze fizycznym waszego związku. Jak ważny jest więc wymiar fizyczny? Moim zdaniem jest bardzo ważny. Wierzę jednak w więź idealną. Wymiar fizyczny stanowi zaledwie koło jednej dwunastej związku małżeńskiego. Ale jakaż wspaniała jest ta jedna dwunasta! Trzeba jednak zachowywać właściwe proporcje. Dlatego właśnie umysł jest najważniejszym narządem seksualnym! Znam wiele par, które zniszczyły cudowne związki, ponieważ ich umysły operowały mylnymi pojęciami i nastawieniem do seksu. W ramach przygotowań do napisania niniejszej książki, wraz z żoną zebraliśmy informacje z wielu wiarygodnych źródeł, m.in. od ludzi, którzy zajmują się poradnictwem i prowadzą badania w dziedzinie seksu i małżeństwa. Z danych wynika, że aż 85 do 90 procent problemów pozornie związanych z seksem to w rzeczywistości problemy dotyczące intelektualnego i duchowego wymiaru pożycia. Ponieważ wymiar fizyczny jest najbardziej konkretny, to często właśnie tutaj najpierw uwidoczniają się problemy. Kiedy o tym mówię, niektórzy stają się krytyczni i przybierają postawę obronną. Zwykle są to te same osoby, które twierdzą, że seks jest jak "wypicie szklanki wody". Podchodzą do mnie po wykładzie i mówią: "Josh, przecież nie zawsze seks jest czymś ważnym. Z niektórymi, owszem, jest, ale z innymi nie". Uważam, że takie podejście jest całkowicie błędne. Za każdym razem, kiedy dochodzi do fizycznego zbliżenia, nawet już przy zaawansowanych pieszczotach, jest to coś ważnego. Angażuje całą naszą osobę, w tym także umysł.

Programowanie na sukces

A jakiż to jest problem z naszym umysłem? Trudność polega na tym, że wielu z nas zostało niewłaściwie "zaprogramowanych". Zostaliśmy zalani fałszywymi informacjami. Wmawia się nam, że kluczem do spełnienia seksualnego jest przyłączenie się do rewolucji obyczajowej; odrzucenie starej moralności i przyjęcie nowej; eksperymentowanie z wieloma partnerami; ciągłe zmiany w celu zaspokojenia potrzeb. Precz z dyscypliną! Niech żyje przyjemność! Przypomina to znane powiedzenie z żargonu komputerowego "śmieć w środku, śmieć na zewnątrz". Jeśli zaprogramowano nas (lub daliśmy się zaprogramować), wprowadzając błędne informacje, wówczas będziemy wyciągać błędne wnioski. Tak właśnie jest w przypadku wielu z nas. Kładziemy nacisk na fizyczność, a nie na zmysłowość. Żeby odkryć na nowo spełnienie w miłości i zadowolenie z seksu, trzeba się przeprogramować. Kiedy wykładałem na uniwersytecie w Stanford, miałem okazję rozmawiać z niezwykłym człowiekiem, dr. Gerhardem Dirksem. Jest on jednym z tych, którzy przyczynili się do udoskonalenia komputerów. Przeczytałem, że Einstein miał I.Q. równe 207*. I.Q. dr. Dirksa wynosi 206! To wspaniały umysł. Wówczas był on właścicielem największej liczby patentów dla IBM. Podczas czteroipółgodzinnej rozmowy opowiedział mi, jak doskonalono komputer, biorąc za wzór ludzkie ciało. To było niesamowite. Rozmawialiśmy także o tym, jak programuje się ludzkie ciało i umysł. Dowiedziałem się, że odbywa się to na trzy sposoby: (l) wizualnie (poprzez wzrok), (2) audialnie (poprzez słuch) i (3) mechanicznie (poprzez czynności). Poprosiłem dr. Dirksa, żeby dokladnie powiedział mi, jak dochodzi do zaprogramowania ludzkiego ciała i umysłu w sprawach seksu. Podzielił się ze mną własnymi poglądami na ten temat. "Gdy dziewczyna ma stosunek z chłopakiem, dochodzi do zaprogramowania jej reakcji wizualnych, audialnych i mechanicznych na pewien zestaw czynności". Dr Dirks mówił dalej: "Moim zdaniem dzieje się rzecz następująca: dziewczyna zostaje zaprogramowana przez kilku mężczyzn (lub kilkudziesięciu). Potem spotyka swojego męża i nie jest w stanie właściwie reagować na jego program, ponieważ poprzednie doświadczenia zaprogramowały ją inaczej". Po czym dodał: "Naprawdę myślę, że najlepiej jest dla idealnego współżycia, gdy dwoje ludzi programuje się wzajemnie".

Co nas programuje ?

Następnie dr Dirks przedstawił sprawę z męskiego punktu widzenia. Gdy chłopak ma stosunek, nigdy go nie zapomina. Jest on bezpośrednio programowany w jego umyśle. Kobiety programuje się przede wszystkim poprzez dotyk, mężczyźni natomiast programowani są poprzez wzrok. Podczas gdy kobiety są pobudzane lub stymulowane głównie dotykiem, mężczyźnie wystarczy tylko popatrzeć. Kobietę fizycznie pobudzają pieszczoty. Mężczyźnie wystarczy rzut oka... i zaraz jest w pełnej gotowości. Dlatego właśnie twój umysł jest tak ważny - to najważniejszy organ seksualny, jaki posiadasz. Zaprogramowanie twojego umysłu staje się więc sprawą najwyższej wagi. My, mężczyźni, musimy szczególnie uważać na to, na co patrzymy. Kobiety zaś powinny zwracać uwagę na swój ubiór i jak są dotykane. Zdaję sobie sprawę, że w kontekście powszechnie panującej swobody obyczajów to, co mówię, graniczy z absurdem. Lecz jeśli sposób, w jaki programujemy nasz umysł, wpływa bezpośrednio na potencjał seksualnego spełnienia, zachowanie powyższych środków ostrożności jest grą wartą świeczki. Często mężczyźni i kobiety nie przywiązują wagi do tego, co ogląda ją i jak są dotykani. W rezultacie pozbawiają się wrażliwości stworzonej przez Boga po to, żeby pobudzać i zaspokajać ich seksualnie. Mężczyzna przyjmujący postawę swobody i wolności wobec seksu, może się otaczać zdjęciami nagich piękności i oglądać filmy pornograficzne. Po jakimś czasie rezultat będzie taki, że straci on wrażliwość na bodźce wizualne, które Bóg stworzył do zaspokojenia go w związku małżeńskim. Utrata tej wrażliwości spowoduje, że będzie on potrzebował coraz intensywniejszych bodźców erotycznych, aby uzyskać ten sam stopień podniecenia. Jeśli kobieta pozwala lub zachęca mężczyzn, żeby ją dotykali i pieścili w sposób niedbały albo nawet grubiański, wówczas jej reakcja na mężczyznę, któremu pewnego dnia będzie chciała się oddać całkowicie, będzie w znacznym stopniu osłabiona. Aby pokazać wam pozytywną stronę zasady programowania, rozważmy jej wpływ na kobietę i mężczyznę w małżeństwie. Jeśli początkowe programowanie mężczyzny odbywa się z jego żoną, a kobiety z mężem, pierwsze zbliżenie będzie dla nich obojga źródłem pewnej porcji danych i przyjemności. W ich pamięci zapisane zostaną pliki z modelami inicjacji i reakcji. Następny stosunek seksualny zapisze nowe pliki rozszerzające ich programy. Setki kolejnych doświadczeń z życia małżeńskiego i współżycia fizycznego nadal będą rozbudowywały i udoskonalały ich umysłowe oprogramowanie.

Nie jest więc trudno zrozumieć, dlaczego seks małżeński nie staje się nudny, ale z czasem coraz bardziej satysfakcjonujący. Odpowiednio zaprogramowane umysły umożliwiają spełnienie seksualne.

Możesz się przeprogramować!

Abyście mogli doświadczyć maksimum zadowolenia w miłości i seksie, prawdopodobnie wielu z was będzie zmuszonych do dokonania dość radykalnych zmian w oprogramowaniu. Myślę, że mogę mówić o tym z przekonaniem, ponieważ sam przeprogramowałem się dopiero podczas studiów w Kellogg College.

Kiedy byłem studentem, miałem zamiar zniszczyć chrześcijaństwo. Uważałem, że jest ono wielką farsą i chciałem to uświadomić innym. Gdy jednak próbowałem tego dokonać, nie byłem w stanie intelektualnie odrzucić chrześcijańskiej prawdy. W wyniku dociekliwych badań doszedłem do wniosku, że Jezus Chrystus jest tym, za kogo się podawał - Synem Bożym, Mesjaszem. I tak w 1959 roku, na drugim roku studiów, zaufałem Chrystusowi jako mojemu Panu i Zbawicielowi i poprosiłem, żeby wszedł w moje życie. Jezus zaczął zmieniać mój umysł i sposób myślenia. Po półtora roku stałem się zupełnie nowym człowiekiem. Zmienił się także mój pogląd na sprawy seksu. Jezus sprawił, że mogłem naprawdę dawać, nie żądając niczego w zamian. Właśnie wtedy zrozumiałem, jaka jest podstawowa różnica między "miłością pod warunkiem" i "miłością z powodu" z jednej strony, a "miłością - koniec, kropka" z drugiej.

Głęboko wierzę, że pierwszym krokiem do odnowy życia i umysłu jest pozwolenie Chrystusowi na dokonanie niezbędnych przeróbek. A kiedy już proces odnowy trwa, kiedy nasza osoba jest budowana na nowo, wówczas należy narzucić sobie trochę dyscypliny w stosunkach z płcią odmienną.

W miasteczku studenckim często słyszałem teksty z rodzaju: "Jeśli mnie kochasz, pozwolisz mi" albo "Nic na to nie poradzę - muszę". Kiedy je słyszysz lub sam je wypowiadasz, pamiętaj, że to nic innego jak "miłość pod warunkiem" lub "miłość z powodu". No i oczywiście jest jeszcze w zanadrzu stare "wszyscy to robią". Co za kiepski powód! Robić coś tylko dlatego, że ktoś inny to robi?!!! Jestem szczęśliwy, że Jezus Chrystus dał mi nowy charakter i sprawił, że nie robię pewnych rzeczy tylko dlatego, że są powszechne lub ktoś inny je robi.

I wreszcie stary, standardowy tekst: "Tylko ten jeden raz". Widziałem już tyle długotrwałych związków typu "Tylko ten jeden raz", że straciłem rachubę. Wszystkie te zwroty i motywacje opierają się na bardzo tanim, warunkowym rodzaju miłości. Odnawianie umysłu rozpoczyna się od zaufania Jezusowi Chrystusowi i trwa nadal poprzez przemianę naszych poglądów i postaw aż do związku typu "miłość - koniec, kropka".

Po co czekać do ślubu ?

Gdy tylko zaczynam mówić o odnowie umysłu i Jezusie Chrystusie, zawsze ktoś przerywa: "po co cały ten szum? Niby czemu mam czekać na właściwy moment i właściwą osobę? Dlaczego uważasz, że Bóg chce, aby seks był zarezerwowany dla małżeństw? A jeśli dwoje ludzi się kocha i są sobie oddani, choć nie dopełnili formalności związanych z zawarciem małżeństwa?". Moja odpowiedź jest taka: Bóg stworzył seks i ma na jego temat dużo do powiedzenia. W Biblii mówi między innymi: "nie będziesz cudzołożył". Cudzołóstwo jest biblijnym określeniem pozamałżeńskiego seksu, czyli także wszystkich stosunków seksualnych przedmałżeńskich. Kiedy po raz pierwszy o tym przeczytałem, nie będąc jeszcze chrześcijaninem, zirytowałem się. Chciałem powiedzieć: "Za kogo się uważasz, za Boga czy co?". Później odkryłem, że właśnie Nim jest.

Ale im dłużej studiowałem tę "instrukcję", im więcej rozmawiałem z młodymi ludźmi i im bardziej zastanawiałem się nad Pismem Świętym i własnym życiem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że za każdym razem, gdy Bóg daje nam przykazanie w formie zakazu, zawsze stoją za nim dwa pozytywne motywy. Pierwszym motywem jest ochrona, drugim zabezpieczenie. Bóg poprzez to przykazanie mówił mi: "Josh, zaczekaj. Ponieważ tak bardzo cię kocham, mam zamiar cię chronić i zabezpieczać, ażebyś mógł się cieszyć doskonałym związkiem ze swoją przyszłą żoną".

Ale po co czekać? Myślę, że jednym z powodów jest wyrobienie w sobie samokontroli, której nam wszystkim trochę brakuje. Jest wiele sytuacji już po ślubie, kiedy nie można uprawiać seksu, np. ze względu na chorobę, rozłąkę, czy pewne etapy ciąży. Gdy nauczymy się kontrolować życie seksualne przed ślubem, będziemy też mogli je kontrolować po ślubie. Dzięki owej samokontroli nasz związek wzbogaci się o czynnik zaufania. Jeśli moja żona wie, że przed ślubem byłem w stanie kontrolować swoje życie seksualne, nic nie zachwieje jej zaufania do mnie, gdy będę w delegacji. Powiesz pewnie: "To dziecinada". Może i tak, ale daje to nam i naszemu związkowi przewagę. Tak jak stworzył go Bóg - seks wymaga całkowitego oddania się drugiej osobie. A do tego potrzeba stuprocentowego zaufania. Gdy pomiędzy małżonków wkradają się podejrzenia, zaczyna się źle dziać. Dyscyplina przed ślubem umożliwia przeżywanie w małżeństwie maksimum seksu i miłości.

Jak porzucić seks?

Niektórzy może chcieliby zapytać: "Josh, ja chcę poczekać z seksem na właściwy czas i właściwą osobę, ale jak mam to zrobić?" lub: "Wiesz, rozpoczęłam już współżycie, ale od tej pory chcę przestać. Jak mam to wytłumaczyć mojemu chłopakowi, skoro już uprawialiśmy seks?" Prawdziwym problemem jest zaniechanie współżycia, kiedy się je już rozpoczęło. Po prostu bardzo trudno jest z niego zrezygnować. Sądzę jednak, że jest to konieczność. I choć moja odpowiedź na powyższe pytania jest prosta, sprawa nie należy do łatwych. Proponuję powiedzieć partnerowi bezpośrednio i zwyczajnie "nie", wyjaśniając jakie są tego powody. Jeśli będzie nalegał lub nalegała, to znaczy, że nie kocha cię naprawdę. To co nazywa miłością, w rzeczywistości jest tylko pożądaniem. Nieważne czy jest to mężczyzna narzucający kobiecie swoje poglądy w tej dziedzinie, czy odwrotnie. Uważam, że ktoś, kto wymusza uległość na jednym polu, nie zawaha się zrobić tego samego na innym. Może to być kłamanie, oszukiwanie lub cokolwiek innego. Taki typ człowieka nie jest dobrym materiałem na współmałżonka. Pamiętaj, że to w małżeństwie realizuje się pełna miłość i seks. Chyba nikt by nie chciał, żeby ojcem lub matką jego dzieci był ktoś, kto nie traktuje poważnie jego poglądów i pragnień.

Kilka praktycznych rad

Jeśli chcesz teraz zaprogramować pozytywnie swój umysł, udzielę ci kilku praktycznych rad. Poza powierzeniem swego życia Jezusowi Chrystusowi, co stanowi podstawę, i zachowaniem ostrożności w doborze "tekstów" i w reakcjach na nie, oto jakie można jeszcze przedsięwziąć kroki. Ponad 2700 łat temu autor Księgi Przysłów napisał o człowieku: "Bowiem tak, jak myśli, taki jest". A więc to, o czym myślisz, decyduje o tym, kim jesteś. Myśli - poglądy - czyny - osiągnięcia - taka jest kolejność. 750 łat później św. Paweł, zainspirowany przez Boga, dodał te słowa: "Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu" (...) (Rz 12,2). Zasada jest więc następująca: stajesz się takim, jakie są twoje myśli. Zmienić nasze czyny możemy tylko poprzez zmianę sposobu myślenia. Wcześniej wspomniałem komputerowe wyrażenie "śmieć w środku, śmieć na zewnątrz". Przejdźmy do szczegółów. Uważaj na to, co czytasz. Wiesz, co jest dla ciebie dobre, a co nie. Jeśli jest jakieś pismo lub książka, która wywołuje u ciebie fantazje erotyczne, najlepiej będzie, jeśli ją odłożysz. Fantazje erotyczne mogą być źródłem nierealnych oczekiwań, które później, w małżeństwie, mogą nigdy nie zostać spełnione.

Jeśli okazuje się, że filmy, na które chodzisz, powoli (lub szybko) odciągają cię od niedawno powziętych decyzji, możesz być zmuszony przestać je oglądać. Nie jesteś głupi, wiesz, co ma na ciebie wpływ. Musisz się zdecydować. Nie jestem w stanie przedstawić ci wzorców postępowania, które dokładnie będą odpowiadały twoim wymaganiom. Mogę jednak powiedzieć: "Jak kto myśli, taki jest" i zdecydowanie powtórzyć, że wszyscy musimy odnowić nasze umysły poprzez Jezusa Chrystusa.

Innym polem do dokonania odnowy jest twoja mowa. Słowa mają prawie tak samo duży wpływ na nasze czyny, jak myśli.

Jeśli opowiadasz nieprzyzwoite dowcipy, robisz aluzje erotyczne i prowadzisz prowokujące rozmowy, wpływa to zarówno na ciebie, jak i na twoje otoczenie. Absolutnie nie twierdzę, że mówienie o seksie jest złe, trzeba jednak uważać na kontekst takiej rozmowy. Czy przypadkiem nie wyrażasz powszechnego poglądu, że seks jest grą, "czymś zabawnym"? Być może jednak twoje słowa podkreślają piękno, ważność i wartość całkowitego oddania się oraz wspaniałego seksu we wspaniałym związku małżeńskim?

Wreszcie uważaj na przebieg swoich randek. Po przekroczeniu pewnej granicy trudno jest zawrócić. Musisz wiedzieć, na co możesz pozwolić sobie i swojemu partnerowi. Uwaga też na tak zwane tło. Bez względu na to, jak bardzo "odnowiony" jest twój umysł, wspólne leżenie na dywanie przy dźwiękach romantycznej muzyki o drugiej w nocy jest czystą głupotą i dowodem, że nie traktujesz poważnie świętości seksu.

Jednak przeciwstawianie się pokusom współżycia przed ślubem to nie wszystko. Trzeba na nowo wypełnić te miejsca w naszym umyśle, które zostały opróżnione. Odnowa wymaga przeprogramowania.

Psalmista miał pewną radę, która do dziś dnia nie straciła na wartości: "Jak młodzieniec zachowa ścieżkę swą w czystości? - Przestrzegając słów Twoich" (Ps 119,9). Przywiązuję ogromną wagę do studiów biblijnych. Pożywianie się Słowem Bożym neutralizuje całe oprogramowanie, które pochodzi ze świata zewnętrznego. Jeśli nie zajmowałeś się jeszcze lekturą Biblii, proponuję żebyś kupił jej współczesne tłumaczenie i zaczął czytać. Zacznij od Ewangelii wg św. Jana, a potem przeczytaj Nowy i Stary Testament. Zobaczysz, że odpowiadając posłusznie na Słowo Boże, twoje życie nabierze niewiarygodnego znaczenia, a pustka, którą poprzednio próbowałeś wypełnić seksem, zostanie wypełniona miłością Boga do ciebie. Tym jest odnowienie umysłu. W końcu umysł jest najważniejszym narządem seksualnym.

* I.Q. - inteligence quotient - iloraz inteligencji; potencjalne zdolności człowieka, zmierzone specjalnie w tym celu ułożonymi testami. Osobę osiągającą wynik od 90 do 100 określa się jako "normalną", od 100 do 130 jako "inteligentną", powyżej 130 "uzdolnioną", poniżej 90 "tępą", poniżej 75 "opóźnioną w rozwoju" - Władyslaw Kopaliński, Słownik Wyrazów obcych i Zwrotów obcojęzycznych, Warszawa 1989, Wiedza Powszechna - przyp. red. .



Copyright © 2003 - 2014 AGAPE. Wszelkie prawa do serwisu  zastrzeżone.
Created by HORNET.COM.PL
WEB interface